Linia emocjonalna

Najnowsza wystawa rysunków Anny Staniak podejmuje temat wizerunku dawnego, XVII wiecznego, budynku poklasztornego s.s. Bernardynek w  Lublinie. z miejscem tym, będącym obecnie siedzibą Młodzieżowego Domu Kultury nr 2, autorka jest związana szczególnie aktywną działalnością, bowiem od 1995 roku prowadzi tu pracownię plastyczną i dziennikarską. Jest też wewnętrzny wymiar tej łączności, to tu rozgrywają się — jak to w codziennym życiu — nieustające zmagania ze stałością i zmiennością, pewnikami i wątpliwościami, racjami i pytaniami, zbiorowością i samotnością.

Anna Staniak pochodzi z Kraśnika, ale kilkunastoletnia przygoda z Lublinem być może jest czymś więcej niż tylko meldunkowym wpisem? Studiowała w Instytucie Wychowania Artystycznego (obecnie Wydział Artystyczny) UMCS w Lublinie, który ukończyła dyplomem w pracowni prof. Grzegorza Dobiesława Mazurka w 1995 roku. Szczególnie bliskie jej twórczości są rysunek i grafika warsztatowa; zajmuje się również projektowaniem graficznym (logotypy, serie wydawnicze, okładki, ilustracje). Od 1992 roku brała udział w wystawach indywidualnych i zbiorowych organizowanych w Lublinie, m.in. w Muzeum na Majdanku, Galerii „Białej”, Galerii „Vetter”, Galerii A1, Muzeum Lubelskim (Zamek), Galerii Teatru NN, Galerii „Po Schodach”, a także w Poznaniu, Sandomierzu i Zamościu.

Rysunek K. Teleżyńskiego z 1921 roku, wykonany w rok po przekazaniu budynków oo. Jezuitom przez zrzekłe się własności ss. Bernardynki, jest nielicznym spośród zachowanych obrazów tego obiektu. Zresztą, uszczuplonego uprzednio wyburzeniem dwóch jego skrzydeł pod budowę Szkoły im. Vetterów (1906-1907). W poszukiwaniach szczegółów ikonograficznych dawnego budynku klasztornego artystka korzystała z fotografii gromadzonych w archiwum MDK 2. Jednakże seria rysunków kreślonych czarnym tuszem (ulubiona technika autorki) nie jest przecież jedynie dokumentacją obiektu. Wartością tych prac jest wyrażanie emocji, naznaczenie zapisem impulsywnym, czysto wrażeniowym. Motyw architektoniczny staje się wyzwaniem dla stworzenia kompozycji o silnym ładunku ekspresyjnym. Nie ma w tych rysunkach, w przeciwieństwie do architektury, żadnej linii prostej, kreska kładziona jest niczym pociągnięcie pędzlem o rzadkim, ostrym włosie. Żywe, impulsywne ruchy piórkiem nie przywodzą, nawet przez moment, konturowego odwzorowania rzeczywistego pierwowzoru. w naturze również nie występuje linia prosta, jest ona abstrakcyjnym wytworem umysłu. Pogodzenie tych sprzeczności jest znamienne w całej dotychczasowej twórczości Anny Staniak. Wyraża prawdę o dwoistości natury ludzkiej, o obecności przeciwieństw, o stale rozgrywającym się dramacie.

Lekkość tych dynamicznych kompozycji rysunkowych, układów czerni w cienkich, choć zdecydowanie prowadzonych, częstokroć kłębiących się, zagęszczonych kreskach, niczym uwolnionych ze szpuli niciach, które rozprzestrzeniły się spontanicznie na białym kartonie, jest jakimś swoistym dzianiem się, aktywnością rysunku. Wymaga on stałego dyscyplinowania formy. Szczególnie efektownie uwidacznia się ta praktyka w diagonalnych kompozycjach przedstawiających szakłak pospolity, drzewo pochodzące z zachodniej Azji, które posadzone zostało przez ss. Bernardynki przed budynkiem klasztornym, jeszcze za ich bytności w tym miejscu. Drzewka pozostały. Rysunek jest realistyczny, a jednak rozgrywa się w nim coś głębszego, coś na miarę symbolu. w komentarzu Anny Staniak do wystawy zbiorowej „Detale z architektury starego Lublina”, której była kuratorem w 2004 roku w Galerii „Po Schodach” MDK przy ul. Bernardyńskiej skrywała się już jakaś subtelna opowieść o mieście, o miejscu, w którym nasza codzienna obecność sumuje się na jego dzieje, ale też jego historia — niezależnie czy ją przywołujemy, czy nie — widoczna w formach budowli, ich detalach, staje się składnią wrażliwości, skrywa jakąś opowieść indywidualną, wpisaną milcząco w strukturę form oznaczonych adresami, numerami, nazwami. Artystka wyznaje, że „Wystarczy, spacerując ulicami Lublina zatrzymać się na chwilę i spojrzeć nieco uważniej, by odkryć ...” Ożywić urok form, jakiś ich ślad w sobie — czyż nie zdaje się to być głównym wyzwaniem, charakterystycznym dla jej twórczości?

Jolanta Męderowicz
(recenzja wystawy "Fragmenty", Galeria "Po Schodach", Lublin 2009)

Jesion światów - wieczność nietrwałości

Osiemnaście magicznych pieśni i dwadzieścia cztery magiczne runy poznał Odyn przez dziewięć dni wisząc na drzewie Yggdrasil - jesionie światów. Starożytne ludy południa chętnie utożsamiały axis mundi z górami, czy wyniosłymi skalnymi iglicami podtrzymującymi nieboskłon. Egipcjanie przedstawiali oś świata jako wiązkę trzcin, świeżo wyrosłych na żyznym brzegu rzeki, przekształconą później w filar Dżed, znak do dziś żywy w alfabetach semickich. Wśród koczowniczych plemion Palestyny popularność zyskał symbol odwzorowujący... tyczkę podtrzymującą płótno namiotu, a niebo mieszkańca Mezopotamii spoczywało na kamieniach betyl. W centrum tego świętego kręgu mitycznych głazów wyrasta drzewo. Mitologie mieszkańców Europy - germańska, celtycka, słowiańska czy nordycka, zgodnie stwierdzają, że niebiosa opierają się o konary dębu, koronę jesionu lub czubki jodeł. Zachowały się przekazy o lokalizacji świętych drzew, których ścięcie owocowało wielkimi wojnami. U stóp wielkich dębów odbywano sądy i zawierano traktaty. w wielu mitach drzewa mają ukrytą moc. Przenoszą wiadomości z zaświatów do najwyższych niebios. Mogą przyciągnąć piorun, lub ochronić dom przed wszelkim złem. Różdżka z zielonej gałązki pomaga odnaleźć żródło wody.

Dziś żyjemy z dala od mitu. Przestaliśmy obawiać się, że niebo spadnie nam na głowy. Nie podpieramy już sklepienia niebieskiego, a 30 procent respondentów twierdzi, że axis mundi to nowy model fiata. Kontakt z drzewem przeszedł do sfery osobistej, jest czynnością niemal intymną.

Grafiki Anny Staniak są właśnie zapisem bardzo osobistego kontaktu z drzewem. Od poszukiwań właściwego "obiektu" do rysunku wykonanego patykiem i piórkiem - relacjonują szczególną więź z bytem znacznie trwalszym niż krucha istota ludzka. Ten pierwiastek wydaje się być szczególnie istotny w cyklu "drzewa". Choćby najsilniejsze, to jednak ulotne emocje, zamknięte w nieprzemijalności gałęzi i pni, zyskują specyficzną nieśmiertelność. w cyklu "na krawędzi" stykamy się z szerokim spektrum emocji - od depresji i przyzwolenia na stagnację, po łagodne zadowolenie z istnienia, wyrażone chęcią trwania w nieskończoność. Najdobitniej realizuje się ta myśl w grafice przedstawiającej przerwany wieniec - niepełne koło istnienia - fakturą przypominający drewno spalone lub wydobyte z dna morskiego - wieczność nietrwałości.

Drugim, równie wyraźnym elementem twórczości Anny Staniak jest dążenie do harmonii, wyraźna skłonność do symetrycznej kompozycji, niemożliwej przecież w świecie przyrody, a wyrażającej tęsknotę do wyższego porządku. w tym rozumieniu drzewo na powrót staje się osią - przynosząc porozumienie, pakt pomiędzy zaświatami głwałtownych emocji a nieboskłonem racjonalizmu i spokoju wypływającego ze zrozumienia świata.

Powielona sylwetka drzewa znów przywodzi na myśl najdawniejsze mity - dwójka drzew stanowiących filary bramy do innego świata, drzewo wiedzy i drzewo życia, wreszcie pierwotny podział - światło i ciemność. Drzewo rośnie w obu tych kierunkach jednocześnie, stanowi bramę, ale też granicę.

Ostatnim szczegółem zasługującym na uwagę w cyklu "drzew" są wątki fotorealistyczne. Precyzyjne odwzorowanie faktur kory i mistrzowskie operowanie światłem tworzy złudzenie obcowania z wielkoformatową odbitką fotograficzną. Drzewa Anny Staniak wyrastają z podłoża bogatych, różnorodnych emocji. Są głęboko nacechowane związkami z mitologią, zarówno powszechną, jak i tą wewnętrzną, intymną. Jednocześnie z łatwością wpisują się w krąg popularnych wyobrażeń kulturowych, czerpanych z pojęć symetrii, harmonii i kontrastu. Przetwarzając szereg metafor i mitów pozostają autentyczne, co wyraża się w drobiazgowo dopracowanej formie, w realizmie obrazu.

Oś świata łączy zatem racjonalny świat realizmu i jego zmitologizowane, metaforyczne odbicie. Obcując z nimi, przekonujemy się, że portret drzewa jest w istocie znakomitym portretem nas samych.

W tajemnicy dodam, że axis mundi Ani Staniak wzrasta od dziesięcioleci w zaułku lubelskiej starówki i należy do gatunku Rhamnus cathartica.

Marta Grzesińska
(recenzja wystawy "Na krawędzi", kawiarnia-księgarnia "Między słowami", Lublin 2011)

Realizm magiczny
czyli spotkanie natury z umysłem

Wystawę Anny Staniak „Na Krawędzi” można porównać do baśni. Baśni, która mimo dramatyzmu i cierpienia niesie szczęśliwe zakończenie. Drzewa, które obrazuje, nie są zwykłymi drzewami, każde z nich posiada historię, ogromny ładunek emocjonalny oraz własny charakter i duszę. Artystka rysuje, a w zasadzie „biegnie” po kredowym papierze z gracją, namiętnością, pasjąi dziką wolą istnienia, którą rzadko można znaleźć u innych rysowników. Dlaczego potrafi wyzwalać tak silne emocje? Te prace poruszają widza, docierają do najgłębszych stanów umysłu, a to wszystko za sprawą nagiej wręcz szczerościi autentyczności artystki. Wystawa „Na Krawędzi” posiada pewien dualizm znaczeniowy. Po pierwsze jest to tytuł piosenki Marka Dyjaka, którego utwory inspirowały Annę Staniak. I podobnie jak Dyjak śpiewa na skrajnych emocjach, tak analogicznie silne emocje prowadzą rękę rysowniczki. Ten rodzaj ekspresji to zawsze swego rodzaju katharsis, rysując artysta przenosi na papier uczucia i życiowe dramaty, z którymi walczy o swoje „ja”.

Kiedy człowiek w życiu zostaje postawiony na krawędzi, ważą się jego być albo nie być, potrzebuje silnego oparcia oraz mocy sił witalnych.i tutaj nasuwa się odpowiedź na drugie znaczenie wystawy. Te wszystkie cechy posiada drzewo, jako forma, która bywa symbolicznym uosobieniem kondycji człowieka. Ten antropomorfizm staje się w rezultacie magicznym realizmem, gdzie drzewo silne, mocne traci liście na jesieńi zapada w stan hibernacji na zimę. Jest to jednak chwilowa śmierć, bo przecież nadchodzi wiosna, która odnawia cud istnienia.

Rysunki Anny Staniak to cykl ukazujący fragmenty drzew liściastych w różnych formach — od realistycznej narracji do graficznego uproszczenia. Nie jest to nigdy dosłowne odtwarzanie natury, ale spotkanie abstrakcji z przyrodąi umysłem. Łatwość i swoboda z jaką artystka bawi się światłemi cieniem oraz ich spięcia są swego rodzaju silnią potęgującą dramatyzm, ekspresję oraz symbolizm ukryty w ikonografii drzewa. Dukt piórka jest szybki, zdecydowany a zręczne operowanie kontrastem, kadrem, pewna linia oraz dojrzała umiejętność panowania nad formą świadczą o najwyższej twórczej wrażliwości i świadomości.

Fuzja magii i realizmu pozwoliła osiągnąć artystce efekt, który przeszywa i sprawia, że oglądając jej prace widz zaczyna zastanawiać się zarówno nad symboliką drzewa jak i nad granicą między świadomością a nieświadomością. Wchodząc w tak niesamowicie szczerą i intymną przestrzeń artystki, spróbujmy ogarnąć i zrozumieć świat przez nią wykreowany. Dramatyzm, godność i szlachetność przedstawionych drzew to obraz jej duszy. A szlachetność zobowiązuje, gdyż sztuka nigdy nie okłamuje, mimo nie zawsze jasnychi klarownych form. To jej należy zaufać.

Małgorzata Parczyńska
(recenzja wystawy "Na krawędzi", kawiarnia-księgarnia "Między słowami", Lublin 2011)